Mileczka urodziła się z bójną, czarną czuprynką.. Och jaka była moja radość, kiedy ujrzałam burze włosów na Jej małej główce i choć trwała krótko, bo włoski szybko się wytarły to już od jakiegoś czasu czeszemy kitki i moje ukochane cebule.. Problem pojawia się w chwili gdy Mila ma mieć rozpuszczone włoski. Bardzo długo myłam jej główkę zwykłym szamponem dla niemowląt, jednak kiedy codziennie rano Mileczka wyglądała jakby strzelił w nią piorun, postanowiłam coś zmienić..
Uznałam, że najwyższa pora aby opanować tego małego czochrańca. Mila ma ewidentnie włosy po mnie, czyli ni to loki, ni to fale, ni to proste włosy.. 
Postanowiłam, że kupimy coś profesjonalnego do pielęgnacji włosów mojej małej damy, ale zależało mi na tym aby nie było w tym aż tak dużo chemii i żeby włoski po użyciu nie były za bardzo obciążone.
Szukałam, szukałam i znalazłam...

Wybrałam L’Oreal Nature Source de Tendresse Kids.

Szampon pachnie bardzo apetycznie i naturalnie, nie wyczuwam żadnej chemii. Jest to taka świeżutka brzoskwinka, już sam zapach zachęca do użycia.
Piękne opakowanie, z typowo dziecięcym motywem zachęca malucha do zabawy podczas mycia włosków. U nas niestety na samo hasło o myciu główki zaczyna się płacz..
Ma oleisto-żelową, gęstą konsystencję przez co piana też jest bardziej oleista. Nie pieni się zbyt mocno, ale to za sprawą tego, że jest mniej skoncentrowany niż klasyczne szampony.
Jest hipoalergiczny, pozbawiony silikonów oraz parabenów. Nie piecze w oczy i nie obciąża włosów. Produkt przeznaczony jest dla dzieci, ale mogą go używać również dorośli z problemami skóry głowy.

Szamponu oraz odżywki używamy już od jakiegoś czasu i moim zdaniem jest naprawdę bardzo dobry, a efekty są zadowalające.

Włosy Mileczki stały się bardziej miękkie i lejące. Po nałożeniu odżywki łatwo się je rozczesuje. Po wysuszeniu włoski są błyszczące, a przede wszystkim pięknie pachną.

Poza zmianą kosmetyków do włosów, postanowiłam również zmienić Milce szczotkę.
Nie chciałam kupować dużej plastikowej czy drewnianej, ale szukałam czegoś poręcznego, czym Milka będzie mogła uczyć się samodzielnego czesania. Wybrałam TANGLE TEEZER - mała, różowa w sam raz do rączki mojej małej kobietki. Mila chętnie po nią sięga i włosy przeważnie rozczesuje sobie sama, bo to jej szczotka i koniec, a poza tym, jak to sama mówi "jest dorosła".


Oto nasze poranne efekty :)
















Dużo się u nas ostatnio dzieje, odkąd mam dzieci moje życie nabrało takiego tempa, że czasami sama tego nie ogarniam. Ledwo wstałam, a już trzeba iść spać.. tylko, że ostatnimi czasy zanim pójdę spać siadam przed komputerem i od razu zapominam o zmęczeniu..
Zawsze obiecuję sobie, że tylko chwilka i idę spać, przecież o 6 pobudka. Na szczęście moje dziewczynki przesypiają całą noc i jak już w końcu się położę to nie mam dodatkowych pobudek.
Ale wracając do moich nocnych spotkań z komputerem.. Ci, którzy znają nas z FB czy IG zdążyli zapewne zauważyć, że większość postów czy zdjęć dodaję w nocy, jestem nocnym markiem, od zawsze byłam. Kiedyś potrafiłam uczyć się tylko w nocy, dzisiaj najlepiej sprząta mi się w nocy, kiedy już wszyscy domownicy śpią i nic mnie nie rozprasza. Konsekwencje tego są takie, że rano jestem nieprzytomna, a wstać trzeba. Nigdy rano nie mam siły na makijaż, zawsze w dresie i cebuli odstawiam Milę do żłobka i codziennie rano mówię sobie, że jutro już na pewno się ogarnę i nie wyjdę w takim stanie z domu, ale jak można się domyślić codziennie jutro jest tak samo :)
Kiedy już posprzątam i w czystym domu (stety niestety jestem pedantką i uwielbiam porządek, czystość, w której nic mnie nie rozprasza), w pełnej harmonii zasiądę przed moim "przyjacielem" zatracam się w tym całkowicie... Kiedyś leżąc w łożku z telefonem oglądałam rzeczy dla siebie, dzisiaj.. oczywiście oglądam wszystko to, co jest związane z moimi dziewczynkami i tak przez to moje nocne zwiedzanie blogów o tematyce dziecięcej trafiam od jednego do drugiego sklepu, a lista moich marzeń o rzeczach dla dziewczynek rośnie i rośnie.. w tej chwili jest już na niej tyle rzeczy, że chyba do ich 18 urodzin wystarczy mi pomysłów na prezenty.
Nie miałam nawet pojęcia, że jest tyle sklepów z pięknymi zabawkami, ciuszkami i akcesoriami dla dzieci. Zakupy dla mnie straciły sens, teraz cieszę się, jak dziecko, kiedy przyjeżdża kurier i dostaję kolejną paczkę dla dziewczynek.
I tak właśnie w nocy siedzę i marzę, w nocy powstają moje wszystkie pomysły, w nocy trwa moja burza mózgów i tak oto w nocy powstały moje plany na najbliższy czas, którymi chętnie się z Wami podzielę i z których relację będę zdawała właśnie tutaj..

Oto nasza lista zadań, niektóre z nich już wykonałyśmy:

1. Mileczka pozbywa się smoczka - udało się, chociaż jeszcze trochę za nim płaczemy, ale to wszystko w osobnym poście.
2. Pożegnanie Mileczki z pieluszką - zrobione, jednak czasami mamy w domu powódź, ale o tym też napiszemy.
3. Wprowadzamy Iduni inne jedzonko
4. Mama odstawia słodycze - zaczynam, co poniedziałek rano, ale wytrzymuję tylko do południa (to najtrudniejszy punkt) - jestem słodyczoholiczką
5. Fitmama - obiecuję sobie, że znajdę chociaż pół godziny na to żeby poćwiczyć!
6. Zrobić albumy ze zdjęciami.

Jest tego dużo więcej, ale to takie, które mamy w tej chwili na pierwszym planie.. Punkt 4 rozpoczęłam dzisiaj rano, trzymajcie kciuki, oby udało się chociaż do jutra!






Nasze wsparcie:

Nocnik - Fisher Price

To dzięki moim córeczkom stałam się MAMĄ, to dzięki moim córeczkom teraz jeszcze bardziej doceniam moją MAMĘ. To dzięki moim córeczkom wzruszam się na każdym kroku. To dzięki moim córeczkom brakuje mi czasu na wszystko. 
To właśnie dla moich córeczek powstał ten blog.

To nasze miejsce. To tutaj po całym dniu chciałabym się na chwilę zatrzymać i utrwalić wspólnie spędzony czas.


Czas mija nieubłaganie, dziewczynki rosną i nawet nie wiem, kiedy tak bardzo się zmieniają. Codziennie poznajemy się coraz bardziej, codziennie kocham je jeszcze mocniej… Nie ma piękniejszej więzi niż ta pomiędzy matką, a dzieckiem.
Odkąd zostałam mamą czasami nie potrafię poradzić sobie z ogromem uczuć, który na mnie spłynął. Nigdy nie sądziłam, że można kochać kogoś tak bardzo i bezgranicznie. 


Liczę na to, że uda mi się słowami wyrazić to, co do nich czuję i że za jakiś czas z uśmiechem na ustach będą czytały wpisy swojej mamy. Będzie to nasz pamiętnik, do którego zawsze będą mogły wrócić i przypomnieć sobie coś o czym już dawno zapomniały.

Zapraszamy do naszego małego świata ...











                                             zdjęcia - Gosia Stępień


© MilaMamaIda 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.