Te wakacje zdecydowanie będą okrzyknięte wakacjami ze zwierzętami.. całkiem nieświadomie i przypadkowo ostatnio na naszej wakacyjnej mapie pojawiają się miejsca, w których jest dużo zwierząt.

Ale wróćmy do tego, co istotne... Obudziłam się dzisiaj rano, a obok mnie leżała moja mała księżniczka, po chwili z łóżeczka wzięłam jeszcze drugą księżniczkę i kiedy tak na nie spojrzałam stwierdziłam, że dzisiaj zrobimy coś dla siebie, coś we trzy. Kiedy zaproponowałam Milusi, że dzisiaj zostanie z nami w domku była przeszczęśliwa. Dawno nie miałyśmy takiego dnia, podczas którego jesteśmy cały dzień razem. Bardzo mi tego brakowało, naprawdę bardzo..

Zaczęłam myśleć, gdzie możemy się dziś wybrać aby intensywnie spędzić nasz dzień wagarowicza i wpadłam na pomysł aby udać się do Parku Krasnala w Nowej Soli. I do teraz nie wiem dlaczego wybrałyśmy się tam dopiero dzisiaj.. Co za miejsce... Wszystkim, którzy odwiedzą Zieloną Górę i okolicę polecam wycieczkę do Parku Krasnala... Nigdy w życiu nie widziałam tak cudownego miejsca dla dzieci, jak to... to po prostu raj. Przekraczając bramę dziecko porywa świat bajek, świat marzeń, wyobraźnia działa na najwyższych obrotach...

Na samym początku poszłyśmy przywitać się z parą Krasnali, do których ten park należy, potem spotkałyśmy Misia Padingtona, wielkiego Miszę i wielu, wielu innych... nie obyło się bez przejażdżki pociągiem.. A to wszystko z pomocą naszej cudownej i niezastąpionej Gretki. Kiedy Gretka była mała to ja przyjeżdżałam do nich w wakacje się Nią zajmować, teraz Gretka przyjeżdża do nas zajmować się moimi myszami. I wiecie co? Jest najlepszą Nianią na świecie! Wszystkim to mówię, drugiej takiej nie ma. Możecie nam tylko pozazdrościć! Poza Gretką był z Nami Mati, Jego również kiedyś woziłam w wózku... :) A no i.. Mila poznała Natalię, piękną Natalię... Ależ dzisiaj wrażeń.

Chociaż i tak nic nie dorówna spotkaniu z kozami, królikami i innymi zwierzętami, Mila po prostu jest najszczęśliwsza na świecie, kiedy poznaje nowe zwierzątka i może spędzić z nimi czas. W Parku Krasnala można nawet nakarmić kózki, które jedzą wszystko, co da im się pod pyszczek i na pewno nie mogą narzekać na brak jedzenia, bo chętnych do karmienia jest masa.

Poza zwierzętami w Parku Krasnala jest wiele miejsc, w których dziecko może się pobawić, są cudowne place zabaw, dmuchane zamki, sala zabaw, kawiarnia. Naprawdę jest cudownie. Warto zarezerwować sobie całe popołudnie żeby móc skorzystać ze wszystkich atrakcji.

Przy okazji chciałam wspomnieć, że Nowa Sól zmienia się nie do poznania, jest tyle pięknych miejsc, w których można aktywnie spędzić czas z dziećmi. W pobliżu Parku Krasnala jest Skatepark, do którego na pewno się wybierzemy oraz Wodny Świat. Wszystko to za sprawą świetnego Prezydenta tego miasta. Z dumą patrzę na to, jak rozwija się moje kiedyś najbliższe miasto i naprawdę żałuję, że tak mało jest takich miejsc w Zielonej Górze. Nowa Sól bierze udział w konkursie Polska Pięknieje. Zajrzyjcie, co dzieje się w moich rodzinnych stronach i jeśli uznacie, że naprawdę zrobiono w Nowej Soli kawał dobrej roboty to zachęcam do oddania swojego głosu.

A teraz mała fotorelacja z naszego dzisiejszego popołudnia...




















Park Krasnala
Mila:

kurtka i opaska - Kloo by booso


buty - New Balance, kupiłyśmy na Zalando


koszulka - H&M


l
eginsy - NEXT
Od jakiegoś czasu mamy w domu BOHATERA, a wszystko zaczęło się tak...


Pewnego pięknego dnia wleciała do naszego mieszkania mucha, narobiła hałasu swoim bzyczeniem i kiedy tylko Mila zauważyła to stworzenie od razu zawołała Tatę.

Tata, jak to Tata złapał muchę i wyrzucił przez okno żeby na oczach dziecka nie zabijać i tak oto po tym niezwykłym wyczynie Tata został nazwany BOHATEREM.
Od tamtego niezwykłego wydarzenia Mila na pytanie: "Kim jest Twój Tata?" z dumą odpowiada, że jej Tata jest BOHATEREM. Rozpływam się, kiedy słyszę ten jej poważny ton głosu i to przejęcie, kiedy opowiada tę mrożącą krew w żyłach historię.. Od tamtej pory Mila jest pogromcą much oraz wszystkich innych owadów i robali, które się u nas pojawią.

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się do ZOO... już od dawna planowałyśmy ten wyjazd z mamą Gabrysia, ale ciągle było za gorąco i zamiast chodzić po ZOO w upalne dni wolałyśmy spędzać czas nad jeziorem. Przed tym weekendem tysiące razy sprawdzałyśmy pogodę i kiedy okazało się, że niedziela ma być trochę chłodniejsza było pewne, że w końcu nasi zakochańcy pojadą do ZOO. Od 2 tygodni ciągle w domu słyszałam o tym, że będziemy oglądać małpy, "lewy" i słonie.. 

Niedziela rano, matka nie wie w co włożyć ręce, jedna płacze, druga głodna, jedną ręką karmię Idkę, drugą obieram owoce, pakuję wszystkie niezbędne rzeczy i nagle słyszę wołanie: "BOHATERZE! BOHATERZE!" ... i kolana mi miękną. Mila wołała Tatę, ponieważ znowu zauważyła latającą osę... i nikt tylko jej BOHATER mógł jej pomóc pozbyć się wroga. I w tym momencie pakując te wszystkie tobołki pomyślałam o tym, jak to niewiele trzeba abyśmy w oczach naszych dzieci byli prawdziwymi BOHATERAMI.. Taka drobnostka sprawiła, że w oczach Mili jej Tata stał się najdzielniejszy na świecie.. Kiedy widzę to, jak patrzy na Piotrka i pęka z dumy, że Tacie znowu udało się pozbyć muchy czy pszczoły, kiedy przybiega do mnie i wykrzykuje, że BOHATER znowu jej pomógł i z przejęciem opowiada mi całą historię.. Po prostu się rozpływam. Wiedziałam, że córeczki są Tatusiów, ale nie sądziłam, że nastąpi to aż tak szybko. Ona jest naprawdę zakochana w swoim Tacie BOHATERZE po uszy. Ze mną może spędzać cały dzień, możemy się super bawić, ale kiedy jej BOHATER wraca do domu to widzę, jak świecą jej się oczka, jaka jest przeszczęśliwa. 

BOHATER dużo pracuje, ale kiedy przychodzi weekend zawsze staram się zrobić wszystko abyśmy spędzili, jak najwięcej czasu razem, widzę ile radości daje to Milce, Idka jest maleńka i póki co jeszcze tego aż tak nie rozumie, chociaż... ona też, kiedy ląduje na rękach u Taty to uśmiech jej z buzi nie schodzi :) Uwielbiam patrzeć na Piotrka z dziewczynkami, to jest zupełnie inna relacja niż między matką, a córkami. 

Postanowiliśmy pojechać do ZOO do Cottbus, praktycznie godzina i byliśmy na miejscu, wszystko zaplanowane... wyjazd o 11 żeby dzieci zasnęły w samochodach i miały siłę w ZOO. Jak to z nami wariatkami, nabrałyśmy tyle rzeczy, że chłopacy trochę się załamali... spakowałyśmy jedzenia, jak dla wojska, zabrałyśmy hulajnogi z nadzieją, że będzie to jedna z atrakcji, ale kiedy tylko przekroczyliśmy bramy dzieciaki od razu wypięły się na hulajnogi i wskoczyły do wózków, w których mogli siedzieć razem, a tatusiowie ciągali... Tacy dzielni i silni :) 

Mała fotorelacja poniżej... Jeśli chodzi o samo ZOO to moim zdaniem był to idealny wybór dla dwulatków, nie jest ogromne, ani za małe. Obejście całego ZOO zajęło nam ok. 3h. Nasi ukochani śmieją się, że gdyby nie nasze ciągłe robienie zdjęć to zajęłoby to ok. godziny :) Cóż poradzić... uwielbiamy robić zdjęcia, już pisałam, że ja jestem od udostępniania sprzętu, a Pati cyka.. Oto nasze efekty :)

Cudowny to był dzień... Dzieciaki nawet rozmawiały z Tygrysem :) Ah.. mogłabym tak godzinami pisać o tym, co Oni wyczyniają i jak cudownie razem spędzają czas, ale kto nas śledzi ten wie, że Oni naprawdę są cudowni i tak bardzo się lubią....


















Mila:
spódniczka - MANGO kids
t-shirt - F&F
trampki - converse

Gabryś:
od stóp do głów - BOOSO


Jak zawsze późną nocą, kiedy już wszyscy spali, leżałam sobie w łóżku i przeglądałam fejsa. Niekiedy w nocy można natrafić na naprawdę mądre teksty. Ja trafiłam na "20 przykazań Janusza Korczaka dla rodziców". I po raz kolejny wzięło mnie w nocy na przemyślenia, czy aby na pewno jestem dobrym rodzicem? Czy nie zepsuję swoich dzieci? Czy uda mi się dobrze wychować dziewczynki? Ale tak właściwie to, co to znaczy dobrze wychowywać?
Chyba nikt nie zna na te pytania odpowiedzi, możemy całe swoje życie poświęcić dzieciom, ale tak naprawdę nie wiemy, jakie będą w przyszłości, jak potoczy się ich życie i jakimi ludźmi będą.

Jednak wierzę w to, że dużo zależy od nas, od rodziców, od relacji w domu.
Najdłużej zatrzymałam się przy ostatnim punkcie.. "Nie bój się miłości. Nigdy."
Odkąd dowiedziałam się, że spodziewamy się dziecka od razu wiedziałam, że chciałabym mieć z Nim/Nią taką cudowną relację, jak ja mam z moją mamą. Oczywiście nie są to same dobre chwile, bo przeżyłyśmy razem wiele, ale moja mama zawsze była i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Zawsze dawała mi ogrom miłości, nigdy nie kryłyśmy się z okazywaniem sobie uczuć, do dzisiaj zawsze, kiedy kończymy rozmawiać przez telefon mówię Jej, że ją kocham. Tak po prostu mam, jest to naturalne i nie wyobrażam sobie żeby było inaczej. I nawet teraz, kiedy sama mam już dzieci uwielbiam czasami po prostu położyć mamie głowę na kolana i poprosić żeby mnie przytuliła i poszmerała. Wiem, że mogę zwrócić się do Niej ze wszystkim i wiem, że jest moją najlepszą przyjaciółką, bez której nie wyobrażam sobie mojego życia. Mama nauczyła mnie tego żebym nie bała okazywać się moich uczuć, nauczyła mnie czułości... wiedziałam, że muszę nauczyć tego samego moje dzieci. 

Odkąd na świecie pojawiła się Milka wszystko inne straciło sens, a we mnie narodziło się tyle miłości, że czasami nie potrafiłam sobie z tym radzić. Bałam się, że nie będę potrafiła tak samo mocno kochać Iduni. Teraz, kiedy są dwie zauważam, że się da, że da się kochać każdą tak samo mocno, ale ze względu na to, że są w różnym wieku widzę, że ta miłość jest zupełnie inna.. To niesamowite. Milka jest małym rozbójnikiem, ale najsłodszym na świecie i po prostu uwielbia szmeranie, przytulanie, całowanie.. wieczorem, kiedy leżymy w łóżku nie ma opcji aby nie była szmerana, to już nasz taki rytuał.
Zastanawiam się, co będzie lubiła Idunia, teraz jest jeszcze maleńka, ale uwielbiam te jej zamglone i rozkoszne oczka, kiedy delikatnie całuje ją po ciałku.. Uwielbiam je całe i mogłabym je całe zacałować, są takie idealne, takie moje. 

Wracając do przykazań dla rodziców... Jak ciężko jest być dobrym rodzicem, z chwilą, kiedy na świecie pojawia się ta mała istotka spada na nas ogromna odpowiedzialność, która czasami przytłacza. Czy w ogóle jesteśmy w stanie sprostać tym wszystkim przykazaniom w codziennym życiu? 



  1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.
  2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję - poczucia bezpieczeństwa.
  3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.
  4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.
  5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.
  6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
  7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
  8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga!
  9. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.
  10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
  11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.
  12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.
  13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
  14. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.
  15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
  16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
  17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.
  18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
  19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.
  20. Nie bój się miłości. Nigdy.

Czytam to wszystko i uśmiecham się sama do siebie, bo przecież w tych przykazaniach zawarte są sytuacje z życia wzięte, nasza/wasza codzienność. 


Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, kocham je bezgranicznie, ale czy jestem dobrym rodzicem? Tego nie wiem. Wiem jednak, że nie ma w życiu nic piękniejszego od słów KOCHAM CIĘ wyszeptanych do ucha, od muśnięć maleńkimi paluszkami, od cudownego uśmiechu z rana. Dla takich maleńkich chwil warto chociaż trochę się postarać.








Zauważyłam, że przy zakupie rzeczy dla dziewczynek zazwyczaj oglądam się za czymś w kolorze szarym.
Mam słabość do szarości, oj mam. Ostatnimi czasy zakochana jestem w pastelach, ale jeśli chodzi o gadżety i różnego rodzaju dodatki to szarość u nas dominuje. Jest też jej dużo w naszym domu, uwielbiam prostotę i minimalizm, dlatego też zawsze, kiedy decyduję się na zakup czegoś dla dziewczynek chcę żeby było to uniwersalne i pasowało do wielu rzeczy, do różnych wnętrz czy ciuszków, które zakładamy. Szarość to jeden z najbardziej neutralnych kolorów, a zarazem tak piękny :) Róż też lubię, ale nigdy nie chciałam zrobić z dziewczynek różowych księżniczek.

Idunia większość czasu spędza na podłodze, a to dlatego, że jest coraz bardziej ruchliwa i nim się obejrzę jest już w zupełnie innym miejscu... Z reguły rozkładałam jej jakiś kocyk, czy to w salonie, czy to na balkonie. Jednak już od jakiegoś czasu szukałam dla Niej jakiejś fajnej maty, a w sumie to dla Iduni i Mileczki, ponieważ, jak tylko Milka wróci ze żłobka to chcę aby, jak najwięcej czasu dziewczynki spędzały razem i zauważyłam, że z dnia na dzień są już sobą coraz bardziej zainteresowane. Najcudowniej jest, gdy Milka słyszy, jak Idka płacze lub się denerwuje i wtedy próbuje ją uspokoić robiąc do Niej śmieszne miny lub rozmawiając Idki językiem.. uwielbiam patrzeć na to, jak buduje się między nimi cudowna więź. Jednak wracając do tematu maty.. zamawiam dużo rzeczy dla dziewczynek przez internet, z reguły z różnych miejsc w Polsce.. i tak pewnego razu natknęłam się na profil mojego znajomego z liceum, który od 7 miesięcy jest tatą Mikołaja. I jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tata szyje. Szyje i to całkiem nieźle.. maty, kocyki, poduszki, a nawet i komplety ciuszków. Postanowiłam, że poproszę Dominika o uszycie maty dla moich dziewczynek, ale jak to ze mną bywa chciałam mieć wszystko praktycznie na jutro.. No i... udało się, mata gotowa w 3 dni, odebrałam ją dzisiaj i jestem zachwycona. Dzisiaj, po nieudanej próbie pójścia spać, Idusia wylądowała na macie i bawiła się świetnie :) 

Mata jest naprawdę dobrze odszyta, była pięknie zapakowana. Poza używaniem jej w domu, na pewno już teraz będzie jeździła z nami wszędzie, jest to coś czego od zawsze potrzebowałam i żałuję, że nie kupiłam wcześniej, chociaż może to i dobrze, że nie kupiłam, bo wtedy może nie odkryłabym Minimiki. Naprawdę uwielbiam koce i śmieję się, że mam w domu małą kocolandię, ale ta mata to cudo, żaden koc jej nie dorówna.

Jest to nasz must have na lato :)











Mata - Minimiki
Kocyk - Colorstories
Pajacyk - F&F
Żyrafka - Sophie
Smoczek - Elodie details
Zawieszka - La Millou

Od dawna leży mi to na sercu, od dawna chciałam coś na ten temat napisać, ponieważ dużo o tym myślę..
Wiem, że są wakacje, że jest beztrosko, a mimo wszystko ten temat siedzi mi w głowie.
Ostatnio moja Mila zrobiła się niesforna, za nami kryzys dwulatka (taką mam nadzieję, że to już minęło), który trwał miesiąc, a zaczął się po powrocie z urlopu, ale było minęło, w końcu myszka jest sobą. Jednak od jakiegoś czasu Mila próbuje pokazać pazurki w każdy możliwy sposób. Z chwilą, kiedy tylko coś się Jej nie podoba zaczyna się tzw. polka... rzuca się na ziemię, płaczę, bije, gryzie i wiele, wiele innych, a ja wtedy wychodzę z siebie i staję obok. Jestem cierpliwa, naprawdę jestem cierpliwa, ale czasami, jak każdej z nas i mi puszczają nerwy i podniosę na Milę głos, po czym ona zaczyna płakać jeszcze bardziej, a ja wtedy mam wyrzuty sumienia. Najgorzej jest wtedy, gdy Mila płacze, a swoim płaczem budzi Idkę.. po prostu nie mam wtedy siły i nerwów.
Od zawsze byłam zachłanna, do teraz ciągle jest mi mało moich dziewczynek, nie wyobrażam sobie żeby ktoś inny położył je spać, czy utulił do snu, a mimo wszystko po prostu brakuje mi cierpliwości.
Wczorajszy wpis Uli, mamy Zosi, która niestety urodziła się chora, popchnął mnie do tego żeby się zmienić, żeby naprawdę docenić to, jakie szczęście mnie spotkało, pomimo tego, że jest ciężko. Od dawna obserwujemy Ulę i Jej zmagania z chorobą Zosi i po prostu nie mogę wyjść z podziwu skąd takie mamy mają tyle siły. Zawsze wtedy też myślę, że mamy chorych dzieci oddałyby wszystko aby ich dzieci były niegrzecznie, nieusłuchane, żeby rozrabiały. Wczorajszy wpis Uli wzruszył mnie do łez.. Leżałam z Idunią, Milka już spała i płakałam. Taki wpis rozrywa serce.. 

"Gdy ogladam Wasze zdjęcia z bobasami czuję zazdrość, wściekłość, bezsilność,żal... Ze ja tak nie mogę. Nie mogę patrzeć na uśmiech Zosi,jak rośnie, rozwija się, nosić na rękach,przytulać. Chcę zabrać ją na spacer, cieszyć się latem, pokazać jej świat...Widzę tylko ból i cierpienie. Stoimy w martwym punkcie. Matką mojego wymarzonego dziecka jest szpital. Ja stoję obok.Obserwuje i cierpie...a bezsilność rozrywa mi serce. Nie znam tej pieknej strony macierzynstwa..Serduszko Zosi ma mało siły by bić. Musi nauczyc sie pracowac w nowych warunkach.Zosia jest juz bardzo zmeczona,ale wciaz walczy. Resztkami sil. Lekarze nie mogą nic zrobić. Możemy tylko czekać i się modlić o cud. Czas pokaże czy to udzwignie. Znów mówią, ze trzeba tygodni. Bede miec dobre wiesci to dam znac. Ale nie mam. I sama nie mam juz sily. A teraz Wy -matki,które narzekacie na swoje dzieci,ze płaczą ,marudza, maja kolki..spojrzcie na nie i podziekujcie Bogu,ze są zdrowe...bo nie ma nic cenniejszego. Nauczmy się doceniać to co mamy."

Tak bardzo chciałoby się pomóc i uczynić wszystko, aby takie maluszki nie cierpiały, to takie niesprawiedliwe.
Mi, jako matce pęka serce w chwili, kiedy moje dziewczynki mają tylko temperaturę, nie wiem, jak poradziłabym sobie z chorobą, poważną chorobą. Często o tym myślę i strasznie się tego boję. 
Wczoraj spotkałam się z inną matką wariatką, mamą Florasa i też o tym rozmawiałyśmy. Trudny jest to temat i bardzo wzruszający. Choroba takich bezbronnych istotek to najgorsze zło na tym świecie.

Dlatego obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, to zagryzę zęby i 10 razy się zastanowię zanim wkurzę się na moje dziewczynki za to, że są niegrzeczne albo za to, że nie chcą spać. Trudno, sprzątanie poczeka, inne rzeczy też... Od dzisiaj mama uczy się być mega cierpliwą mamą, przecież spotkało mnie takie szczęście, o którym niektórzy marzą i czekają na to latami.

Siła internetu jest ogromna, INSTAMATKI mają ogromną moc.. Dzięki Instagramowi do wielu mam chorych dzieci spływa niesamowite wsparcie. Tak też jest w przypadku Uli i Zosi, wiele mam Je wspiera, nie każdy może wspomóc finansowo, niekiedy też pieniądze nie pomagają, ale dobre słowo, odrobina otuchy dodaje siły w trudnych chwilach... 


Naprawdę nauczmy się doceniać to, co mamy.


#wspieramyzosie











© MilaMamaIda 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.